Japonia wraca do eksploatacji elektrowni jądrowych

Dziś rano uruchomiono pierwszy energetyczny reaktor jądrowy w Japonii po przerwie wynikającej z katastrofy w Fukushimie.

Jak informuje BBC, rozruch reaktora w pierwszym bloku Elektrowni Jądrowej Sendai rozpoczęto o godzinie 10:30 czasu lokalnego (3:30 polskiego). Proces ten jest prowadzony powoli - oczekuje się, że produkcję energii na rzecz systemu energetycznego blok rozpocznie w piątek, a pełną moc znamionową (890 MW) osiągnie dopiero we wrześniu. Jest to pierwszy japoński blok jądrowy, który wrócił do pracy po blisko dwuletniej przerwie.



Przed katastrofą Japonia posiadała 54 czynne jądrowe bloki energetyczne, dwa kolejne w budowie oraz jeden odstawiony długoterminowo i przewidziany do ponownego uruchomienia (prototypowy reaktor prędki Monju). Cztery bloki uległy zniszczeniu bezpośrednio w wyniku katastrofy. Do tej pory zadecydowano o nieprzywracaniu do eksploatacji kolejnych pięciu - dwóch nieuszkodzonych bloków w elektrowni Fukushima Dai-ichi (w końcu 2013 roku) oraz trzech kolejnych - najstarszych - w marcu 2015 r.

Pozostałych 45 bloków teoretycznie może wrócić do pracy, choć nie wiadomo jeszcze kiedy i czy na pewno tak stanie się w przypadku wszystkich jednostek. Po katastrofie fukushimskiej były one stopniowo odstawiane. W momencie trzęsienia ziemi pracowało 31 reaktorów (pozostałe były na planowych przeglądach). Bezpośrednio po katastrofie w ruchu utrzymano siedemnaście, ale sukcesywnie je odstawiano. Na początku 2012 r. pracowało już tylko pięć, a ostatni wyłączono 5 maja 2012 r. W lipcu na podstawie specjalnego zezwolenia uruchomiono raz jeszcze dwa bloki elektrowni Ōi, które pracowały przez jeden okres między przeładunkami paliwa, do września 2013 roku.

W wyniku katastrofy w Fukushimie w Japonii dokonano całkowitej reorganizacji służby dozoru jądrowego. Nowopowołana agencja NRA wypracowała nowe, zaostrzone zasady bezpieczeństwa jądrowego, które opublikowano w lipcu 2013 roku. Przewidują one m.in. konieczność uwzględnienia w analizach bezpieczeństwa instalacji jądrowych zjawisk sejsmicznych z ostatnich 120 tysięcy lat, a w przypadkach niepewnych nawet 400 tysięcy lat oraz poprawę zabezpieczeń przed zalaniem w wyniku działania fal tsunami. Publikacja nowych wymagań (z których niektóre były znane już wcześniej, w związku z czym można było rozpocząć ich wdrażanie) zdawała się zapowiadać rychłe przywrócenie do eksploatacji przynajmniej niektórych elektrowni. Tego samego dnia cztery spółki energetyczne złożyły do NRA wnioski o zezwolenie na ponowny rozruch dwunastu reaktorów na podstawie nowych przepisów. W tym czasie dozór oceniał, że rozpatrzenie ich zajmie "przynajmniej sześć miesięcy". W rzeczywistości proces znacznie się przeciągnął. Dopiero we wrześniu 2014 roku agencja zatwierdziła odpowiednie zmiany w konstrukcji pierwszych dwóch reaktorów (Sendai 1 i 2). W lutym 2015 roku podobne decyzje wydano dla dwóch kolejnych (Takahama 3 i 4). W chwili obecnej na podobne decyzje oczekuje łącznie 25 instalacji, choć ich operatorzy zmagają się nie tylko z zaostrzonymi przepisami i opóźnieniami w procedurach formalnych, ale także z protestami opinii publicznej oraz próbami blokowania procesu w sądach.

Protesty przeciwko rozruchowi bloku Sendai-1 odbyły się dziś zarówno w pobliżu elektrowni, jak i koło rezydencji premiera Japonii w Tokio. Część mieszkańców uważa, że nawet zaostrzone przepisy regulujące bezpieczeństwo eksploatacji nie są dostatecznie restrykcyjne. Jednym z liderów protestów jest Naoto Kan, były premier Japonii, który sprawował urząd w momencie katastrofy. Jednak urzędujący szef rządu Shinzo Abe jest innego zdania. W poniedziałek tłumaczył, że uruchamiane instalacje przeszły "najbardziej restrykcyjne na świecie analizy bezpieczeństwa". Wg BBC w samej elektrowni Sendai na instalację nowych systemów bezpieczeństwa wydano równowartość ponad 100 mln dolarów, choć całkowite koszty procesu przywracania bloku do eksploatacji są prawdopodobnie znacznie wyższe - World Nuclear Association szacuje je na minimum 700 mln dolarów na blok.

Kwestia przywrócenia do pracy choć części bloków jądrowych jest dla japońskiego rządu istotna, gdyż po nagłym ich odstawieniu kraj znalazł się w sytuacji głębokiego kryzysu energetycznego. Japonia jako kraj wyspiarski nie może importować energii elektrycznej, a przy tym jest krajem ubogim w surowce energetyczne, stąd też konieczny był znaczący wzrost wytwarzania energii z importowanych paliw kopalnych. Skutki objęły drastyczne podwyżki cen energii elektrycznej, powstanie dużego deficytu handlowego oraz spory wzrost emisji gazów cieplarnianych. Wg danych japońskiego Instytutu Ekonomii Energetyki z kwietnia 2015 r. wartość paliw importowanych dla skompensowania postoju reaktorów to ok. 3,6 bln jenów, czyli 30 mld dolarów rocznie (dane za WNA, więcej danych liczbowych - tu).

Dzisiejszy rozruch pojedynczego bloku oczywiście wiele w tej kwestii nie zmieni, ale jest z pewnością ważnym symbolem, szczególnie w kontekście licznych opóźnień w procesie przywracania elektrowni jądrowych do eksploatacji. Operator elektrowni, Kyushu Electric Power Company, przewiduje uruchomienie drugiego jej bloku w październiku. Następne w kolejce są dwa bloki elektrowni Takahama i można oczekiwać, że także one zostaną uruchomione w tym roku. Jest to jednak znacznie mniej, niż jeszcze rok temu przewidywał dziewiętnaście rozruchów do końca 2015 r. jako pośredni-realistyczny scenariusz.
Trwa ładowanie komentarzy...