Hinkley Point C – krok w przód i krok… donikąd?

W czwartek 28 lipca zarząd grupy EDF podjął wyczekiwaną decyzję inwestycyjną dotyczącą budowy Elektrowni Jądrowej Hinkley Point C w Wielkiej Brytanii. Powszechnie oczekiwano, że dziś nastąpi podpisanie stosownych umów z brytyjskim rządem. Niespodziewanie jednak brytyjski rząd zapowiedział w kilka godzin później, że ostateczna decyzja zostanie przełożona na jesień, a projekt zostanie poddany dodatkowym analizom.

Wczoraj zarząd grupy EDF podjął wyczekiwaną decyzję inwestycyjną dotyczącą budowy Elektrowni Jądrowej Hinkley Point C w Wielkiej Brytanii. Powszechnie oczekiwano, że dziś nastąpi podpisanie stosownych umów z brytyjskim rządem. Niespodziewanie jednak brytyjski rząd zapowiedział w kilka godzin później, że ostateczna decyzja zostanie przełożona na jesień, a projekt zostanie poddany dodatkowym analizom.



Ogłaszając decyzję rządu Gregory Clark, minister biznesu, energii i strategii przemysłowej powiedział: - Wlk. Brytania potrzebuje niezawodnego i bezpiecznego systemu zaopatrzenia w energię i rząd jest przekonany, iż energia jądrowa stanowi ważną część miksu [energetycznego]. Rząd rozważy teraz starannie wszystkie części składowe tego projektu i podejmie decyzję wczesną jesienią."

Wypowiedź ta jest trudna do jednoznacznego zinterpretowania. Hinkley Point C to najbardziej zaawansowany z przygotowywanych w Wielkiej Brytanii projektów jądrowych. Rezygnacja z niego oznaczać będzie w praktyce opóźnienie we wprowadzeniu do eksploatacji nowych mocy jądrowych przynajmniej o kilka lat. Zrozumienie sytuacji utrudnia tylko fakt, że – jak informuje BBC – decyzja rządu jest całkowitym zaskoczeniem dla inwestorów. Prezes EDF Energy, brytyjskiej spółki-córki francuskiego koncernu, odpowiedzialnej bezpośrednio za realizację inwestycji, pospiesznie odwołał planowaną na dziś wizytę na przyszłym placu budowy, a delegacja mniejszościowych inwestorów chińskich, która przybyła już do Wlk. Brytanii, wraca do kraju z kwitkiem. Sytuację tę dosadnie nazwał dziś na pierwszej stronie "The TImes": chaos. A Barry Gardner, minister handlu w gabinecie cieni, mówi o "niekompetencji" rządu.


Powrót Brytanii do atomu - wyboista droga

Wczorajsza decyzja rządu to tylko ostatni z serii wybojów na drodze, którą Wielka Brytania usiłuje powrócić do inwestycji w energetykę jądrową. Historycznie kraj ten był jednym z pionierów tej branży przemysłu. Uruchomiona w 1956 r. Elektrownia Jądrowa Calder Hall była drugim obiektem tego typu na świecie, po radzieckim Obnińsku (jak czasami podkreślają Brytyjczycy - była to pierwsza "komercyjna" lub "zawodowa" elektrownia jądrowa; chodzi o to, że obiekt w Obnińsku był bardzo niewielki i służył w zasadzie wyłącznie do zasilania ośrodka badawczego, w którym się znajdował). Do końca lat 80. Brytyjczycy zbudowali w swoim kraju 40 energetycznych bloków jądrowych należących do dwóch pokoleń - były to ich własne konstrukcje. Rozwój brytyjskich technologii jądrowych został jednak całkowicie przerwany na początku lat 90. W 1995 roku przekazano jeszcze do eksploatacji pojedynczy blok wybudowany z użyciem technologii francuskiej. Od tego czasu moc zainstalowana w brytyjskich elektrowniach jądrowych ulega już tylko zmniejszeniu wskutek wycofywania starych jednostek.

W chwili obecnej w Wielkiej Brytanii pracuje jeszcze 15 bloków, które łącznie osiągają moc niespełna 9000 MW (część pracuje z mocą niższą od projektowej). Bloki te wytwarzają ponad 20% energii elektrycznej produkowanej w Wielkiej Brytanii. Jednak pierwsze z nich mają zostać wycofane w eksploatacji w roku 2024, a wg obecnych planów po roku 2030 pozostanie już tylko jeden z istniejących reaktorów. Tę moc rzecz jasna trzeba zastąpić źródłem równie niezawodnym, a jednocześnie najlepiej równie bezemisyjnym.

Kierując się tymi przesłankami, w 2006 roku brytyjski rząd postanowił „przeprosić się” z atomem i uwzględnić budowę nowych mocy jądrowych w zrewidowanej polityce energetycznej. W 2007 roku przyjęto nowe zasady wydawania pozwoleń na budowę nowych bloków. Są one dość restrykcyjne i zakładają, że przed wydaniem pozwolenia na budowę jądrowego bloku energetycznego, technologia przewidziana do zastosowania w nim musi pomyślnie przejść procedurę zatwierdzenia przez brytyjską służbę dozoru jądrowego, tzw. Generic Design Assessment (GDA). Proces GDA w praktyce trwa kilka lat i ma m.in. zagwarantować, że na etapie realizacji inwestycji spory pomiędzy inwestorem, dostawcą technologii i dozorem jądrowym dotyczące poprawności przyjętych rozwiązań technicznych nie spowodują znaczących opóźnień w realizacji (jak dzieje się to np. w fińskim projekcie Olkiluoto-3).

W 2008 roku przyjęto w Wielkiej Brytanii nową politykę energetyczną. W nowej ustawie o energii za cel strategiczny przyjęto redukcję emisji, a za dwa główne narzędzia do osiągnięcia tego celu uznano odnawialne źródła energii oraz energetykę jądrową. W 2010 roku rząd określił i przedstawił potencjalnym inwestorom osiem lokalizacji wyznaczonych dla budowy nowych elektrowni. W 2011 zreformowano krajowy rynek energii – w ramach reformy zaproponowany został mechanizm kontraktów różnicowych zarówno dla instalacji odnawialnych, jak i jądrowych. Mechanizm ten ma w założeniu gwarantować inwestorowi stałość cen sprzedaży energii, co zabezpiecza finansowanie kapitałochłonnej inwestycji. W 2012 roku dodatkowo przyjęto system udzielania gwarancji państwowych dla dużych projektów infrastrukturalnych, w tym energetyki jądrowej.

Inwestorzy – od trzech konkurentów do jedynej opcji

Oczywiście samą polityką żadnej elektrowni się nie zbuduje – potrzebny jest jeszcze inwestor. Od samego początku naturalnym kandydatem był brytyjski oddział koncernu Électricité de France (EDF). Kontrolowany przez francuski skarb państwa EDF jest największym wytwórcą energii elektrycznej na świecie, jest też największym operatorem elektrowni jądrowych w skali świata. Jego brytyjska spółka zależna EDF Energy jest natomiast operatorem wszystkich pracujących brytyjskich bloków jądrowych. EDF nie był jednak kandydatem jedynym. W 2009 roku powstały dwie nowe spółki utworzone przez doświadczonych graczy na rynku energetycznym. Horizon powstał jako wspólne (50/50) przedsięwzięcie dwóch koncernów niemieckich: RWE oraz E.ON. Spółkę NuGeneration założyły natomiast hiszpańska Iberdrola, francuski GDF Suez (obecnie Engie) oraz szkockie Scottish and Southern Energy (SSE). Inwestorzy uzyskali też prawo do budowy w wyznaczonych przez rząd lokalizacjach, były to: dla EDF Hinkley Point C oraz Sizewell C, dla Horizonu Wylfa oraz Oldbury, a dla NuGen – Moorside. EDF planował wykorzystanie francuskiej technologii AREVA EPR, budując w każdej lokalizacji po dwa bloki. NuGeneration chciało skorzystać z amerykańsko-japońskich reaktorów AP-1000 budując trzy sztuki. Horizon rozważał zarówno EPR (w układzie 3+2) oraz AP1000 (4+3). Dla obu konstrukcji rozpoczęto proces GDA. Niebawem jednak niektórzy inwestorzy zaczęli się wycofywać. Jako pierwsi, w 2011 roku, wycofali się Szkoci. Ich udziały wykupili pozostali partnerzy. W 2012 zdecydowali się odejść Niemcy. W 2012 wystawili oni cały Horizon na sprzedaż, nabywcą okazało się japońskie Hitachi. Ta zmiana przyniosła zmianę planowanej technologii – Hitachi planuje zastosowanie własnych reaktorów ABWR, to jednak wymagało wszczęcia procedury zatwierdzającej od nowa i rzecz jasna opóźnienie inwestycji. Wreszcie wycofała się i Iberdrola, sprzedając swoje udziały Toshibie – tu obyło się bez zmiany technologii, ale nie bez opóźnienia.


Zawirowania własnościowe, które dotknęły pozostałych inwestorów, spowodowały, że EDF jako jedyny przygotowywał swoje inwestycje w sposób względnie (choć nie całkowicie) bezproblemowy. W 2012 roku pomyślnie zakończyła się procedura GDA dla reaktora EPR – do tej pory pozostaje to jedyny reaktor, który został przez brytyjski dozór zatwierdzony. W 2013 roku do projektu w charakterze mniejszościowego inwestora przystąpił kapitał chiński, w tym samym czasie zawarto z brytyjskim rządem umowę dotyczącą kontraktu różnicowego dla nowych elektrowni EDF-u. Przewiduje ona cenę 95,50 GBP za MWh dla energii z Hinkley Point, która obniżyłaby się do 89,50 GBP/MWh, gdyby EDF zdecydował się realizować także bloki w Sizewell (więcej o kontraktach pisałem tutaj). W 2014 dla umowy tej została uzyskana wymagana akceptacja Komisji Europejskiej. Wydawało się, że droga do budowy nowych bloków stoi wreszcie otworem.


Od początku jednak kontrakty różnicowe (jak również gwarancje inwestycyjne udzielone przez rząd brytyjski dla Hinkley Point) były przedmiotem krytyki – tak w kraju, jak i za granicą. Krajowa krytyka dotyczyła przede wszystkim kosztu i samego faktu pośredniego dofinansowania inwestycji przez państwo. Koszt istotnie jest całkiem wysoki, co może po części wynikać z wysokiej ceny samej technologii francuskiej (a także negatywnych doświadczeń z budowy poprzednich bloków w tej technologii w Finlandii i Francji), ale po części także z bardzo słabej pozycji negocjacyjnej brytyjskiego rządu, który w tym momencie miał do wyboru EDF, albo kilka lat czekania na pozostałych „opóźnionych” inwestorów (i to bez żadnej gwarancji, że tamci zgodzą się na ceny niższe). Umowę próbował też storpedować rząd Austrii zaskarżając w 2015 roku decyzję Komisji Europejskiej. Formalnie powoływano się na zasady ochrony konkurencyjności w UE i przekroczenie zasad dozwolonej pomocy publicznej, choć Austriacy nigdy nie kryli, że to tylko wygodny środek, a celem jest zwyczajnie zwalczanie technologii jądrowych, a także – wg słów kanclerza Faymanna „odstraszenie” inwestorów „nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale w całej Europie” (więcej o sprawie tutaj).

Mimo austriackiej obstrukcji (której znaczenie w obliczu Brexitu zapewne jeszcze by spadło), wydawało się jednak, że inwestycja jest już na dobrej drodze. Brakowało tylko jednego – ostatecznej decyzji inwestycyjnej EDF-u. Tę ostatecznie zarząd spółki podjął 28 lipca 2016. r. Nie obeszło się bez kontrowersji, jeszcze przed posiedzeniem jeden z członków zarządu Gérard Magnin podał się w związku z nią (a także decyzją o zakupie aktywów koncernu Areva) do dymisji. Pozytywna decyzja jednak zapadła (stosunkiem głosów 10-7). Przez kilka godzin wydawało się, że wreszcie na przeszkodzie realizacji projektu nie stoi już żadna poważna przeszkoda.

Co dalej?
Decyzję rządu brytyjskiego i jej skutki trudno na razie ocenić, gdyż trudno nawet zidentyfikować jaka faktycznie jest to decyzja. Zaistniała sytuacja nie wróży jednak najlepiej inwestycji, szczególnie ewidentny brak komunikacji pomiędzy stroną rządową a inwestorem. Tymczasem czas eksploatacji istniejących bloków nieubłaganie dobiega końca. Co zrobią Brytyjczycy, jeśli mocy jądrowych nie uda się na czas odnowić, na razie nie wiadomo.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...