O autorze
Subiektywny blog o energii i energetyce jądrowej – dla nie-inżynierów, ale nie tylko.

Jestem inżynierem-energetykiem z całkiem jeszcze niewielkim przebiegiem. O energetyce uczyłem się na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej, na którym dziś zresztą pracuję. Choć nie studiowałem specjalności związanej stricte z energetyką jądrową (nie było jeszcze takiej możliwości), od lat jestem na różne sposoby związany z tą branżą. Brałem udział w różnych szkoleniach specjalistycznych organizowanych przez instytucje krajowe i zagraniczne, z energetyką jądrową związana była także moja praca dyplomowa. Uczestniczyłem w realizacji zadań badawczych mających na celu ocenę możliwości uczestnictwa polskiego przemysłu w rozwoju energetyki jądrowej oraz ocenę przebiegu i skutków potencjalnych awarii elektrowni jądrowych. Od lat prowadzę działalność mającą na celu popularyzację wiedzy o energii jądrowej (rozpoczętą jeszcze w czasach studiów, gdy byłem członkiem a następnie prezesem Koła Naukowego Energetyków). Zajmuję się również kwestiami stabilizacji pracy systemu elektroenergetycznego. Poza uczelnią pracuję w międzynarodowej firmie energetycznej oferującej konwencjonalne maszyny energetyczne.

W roku 2012 przez trzy miesiące pracowałem w charakterze eksperta na rzecz kampanii informacyjnej "Poznaj atom. Porozmawiajmy o Polsce z energią", jednak współpracę tę definitywnie zakończyłem z dniem 31 grudnia tego roku.

Wszystkie opinie prezentowane na tym blogu mają charakter opinii prywatnych i w żaden sposób nie wyrażają oficjalnego stanowiska jakichkolwiek firm lub instytucji dla których pracuję lub pracowałem w przeszłości.

Japonia bez atomu – co najmniej do grudnia

Dziś rano jedyny działający w Japonii jądrowy blok energetyczny został odstawiony do planowego przeglądu. Nie podano jednak daty jego ponownego uruchomienia. Przyszłość tego – i 49 pozostałych sprawnych japońskich reaktorów – zależy od decyzji politycznych.

Jakkolwiek dzisiejsze odstawienie jest związane z normalną, planową eksploatacją elektrowni – każdy blok jądrowy musi być co kilkanaście miesięcy odstawiony do przeglądu i przeładunku paliwa – zwróciło ono ponownie uwagę światowych mediów na trudną sytuację energetyczną w Japonii powstałą w wyniku katastrofy w Fukushimie. Mimo iż od katastrofy minęły już dwa lata, trudno jest jeszcze przewidzieć jaką ścieżką podąży japońska energetyka.


Przed Fukushimą energetyka jądrowa odgrywała w Japonii bardzo znaczącą rolę, dostarczając ponad 25% wytwarzanej energii elektrycznej, planowano też dalszy niespieszny ale stabilny rozwój tej branży. Kraj ten zajmował (zresztą zajmuje nadal) trzecie miejsce na świecie pod względem liczby posiadanych energetycznych bloków jądrowych – po Stanach Zjednoczonych i Francji. Nagłe wycofanie źródeł jądrowych, nawet czasowe, musiało zatem spowodować bardzo poważne skutki dla branży energetycznej, a także szerzej – dla całej japońskiej gospodarki. Sytuacja jest tym trudniejsza, że Japonia jest krajem wyspiarskim, który nie ma możliwości importu energii elektrycznej, a do tego raczej ubogim w surowce energetyczne.

Przed katastrofą Japonia posiadała 54 czynne jądrowe bloki energetyczne, choć na początku marca 2011 r., bezpośrednio przed trzęsieniem ziemi, pracowało tylko 31 z nich. Kolejnych 21 było odstawionych do planowych przeglądów, a dwa znajdowały się w remoncie nieplanowanym.


Po trzęsieniu ziemi i wybuchach w EJ Fukushima Dai-ichi rząd zdecydował o przynajmniej czasowym wyłączeniu wszystkich elektrowni jądrowych i przeanalizowaniu ich bezpieczeństwa w kontekście zaistniałej sytuacji. Oczywiście odstawienia źródeł generujących 1/4 energii elektrycznej w kraju nie dało się zrobić z dnia na dzień i 17 reaktorów pozostało jeszcze w ruchu (choć tych, które wyłączyły się automatycznie w czasie trzęsienia ziemi nie uruchamiano już). Do początku 2012 r. ich liczba spadła do pięciu, a ostatnią instalację wyłączono 5 maja 2012 r. Po raz pierwszy od 1970 r. w Japonii nie produkowano energii elektrycznej w źródłach jądrowych.

W odniesieniu do zatrzymanych instalacji rząd nakazał przeprowadzenie analiz bezpieczeństwa wedle nowych, zaostrzonych wytycznych oraz we współpracy z nową agencją dozoru jądrowego NRA. Dopiero po akceptacji dozoru operatorzy instalacji mogą zwracać się do władz o zgodę na ponowne uruchomienie reaktora. Jako pierwsze od katastrofy w Fukushimie na podstawie specjalnego zezwolenia wydanego przez rząd premiera Nody ponownie uruchomiono w lipcu 2012 r. dwa reaktory Elektrowni Ohi. Pracowały one normalnie przez jeden pełen okres międzyremontowy (ściślej: między niezbędnymi przeładunkami paliwa), który właśnie dobiegł końca.

W tym czasie prowadzone były prace nad zmianą przepisów dotyczących bezpieczeństwa eksploatacji elektrowni jądrowych. Nowe przepisy, przyjęte w czerwcu bieżącego roku, wymagają m.in. pogłębionej analizy zjawisk sejsmicznych (zdarzenia z co najmniej ostatnich 120 tys. lat, a w przypadkach niepewnych nawet do 400 tys.) oraz zabezpieczenia elektrowni przed zalaniem przez potencjalne fale tsunami, uszczelnienia pomieszczeń zawierających kluczowe instalacje (np. awaryjne generatory prądotwórcze) czy wprowadzenia pasywnych (czyli niewymagających zasilania zewnętrznego) układów neutralizacji powstałego w przypadku przegrzania reaktora wodoru. Brak tego rodzaju zabezpieczeń przyczynił się do katastrofy elektrowni w Fukushimie. Wdrażanie niektórych z tych zaleceń rozpoczęto zresztą jeszcze przed zatwierdzeniem nowych przepisów. Na początku lipca cztery japońskie spółki energetyczne złożyły do dozoru jądrowego wnioski o zezwolenie na ponowne uruchomienie pierwszych dwunastu reaktorów, w tym obu wyłączonych właśnie reaktorów Elektrowni Ohi. Japoński dozór ocenił, że ich rozpatrzenie zajmie przynajmniej sześć miesięcy, co oznacza, że do końca 2013 r. Japonia będzie musiała obejść się bez energetyki jądrowej. W pierwszej kolejności NRA zapowiada inspekcję czterech bloków w elektrowniach Tomari, Ikata i Sendai, i to one jako pierwsze mogłyby wrócić do pracy.

Obchodzenie się bez atomu nie przychodzi jednak Japonii łatwo. Drastyczna redukcja produkcji energii jądrowej (w 2010 r. jej udział wyniósł 26%, w 2011 r. – 15%, w 2012 r. – 2%) kompensowana jest na dwa sposoby. Pierwszym jest redukcja zużycia, przy czym chodzi zarówno o zużycie ogólne, jak i zapotrzebowanie na moc szczytową (które w Japonii przypada latem). Już w 2011 r. udało się osiągnąć spadek maksymalnego zapotrzebowania na moc w stosunku do roku 2010 o ponad 15%, a całkowite zużycie energii w roku 2012 było o ok. 4% niższe niż w roku poprzednim. Drugim kierunkiem jest oczywiście wzrost udziału paliw kopalnych: ropy i olejów opałowych, węgla i przede wszystkim gazu ziemnego. W 2012 r. ich łączny udział w wytwarzaniu energii elektrycznej wyniósł 90%, a samego gazu około 50%. W przypadku Japonii przekłada się to automatycznie na wzrost importu. W 2012 r. zatem zanotowano 80% wzrost zużycia olejów opałowych i napędowych, 70% wzrost zużycia ropy naftowej, 15% wzrost zużycia skroplonego gazu ziemnego i niezmieniony poziom zużycia węgla (w stosunku do roku 2011). Wzrosty importu tych surowców wyniosły odpowiednio 77%, 67%, 14% i 5%.

Sytuacja taka nie może pozostawać bez wpływu na ceny energii elektrycznej, szczególnie że ceny surowców energetycznych w Japonii są wysokie. Szczególnie widoczna jest bardzo wysoka cena gazu ziemnego, dwukrotnie wyższa niż w Europie i około czterokrotnie wyższa niż w USA. I tak ceny energii elektrycznej latem tego roku były o prawie 10% wyższe niż rok wcześniej. Wg BBC cena energii dla gospodarstw domowych wzrosła już o 30% od czasu katastrofy w Fukushimie. Na dokładkę rosnący import paliw przyczynia się do powstawania sporego deficytu w handlu zagranicznym, który także działa niekorzystnie na stan japońskiej gospodarki.Deficyt handlowy pojawił się w Japonii w 2011 roku po raz pierwszy od przeszło trzech dekad, a w 2012 r. jeszcze pogłębił – wyniósł 78 mld dolarów.

W tej sytuacji oczekiwać można, że istniejące elektrownie jądrowe do pracy wrócą, choć zapewne nie wszystkie (wśród 50 "sprawnych" reaktorów znajdują się np. dwie nieuszkodzone jednostki z elektrowni Fukushima Dai-ichi, są one absolutnie sprawne, ale ich eksploatację trudno sobie dziś wyobrazić). Z uwagi na nowe procedury nie stanie się to też natychmiast - w najlepszym przypadku można oczekiwać powrotu do pracy pierwszych czterech reaktorów na przełomie lat 2013/2014 a kolejnych sześciu-ośmiu w ciągu kolejnych kilku miesięcy – to już jednak pozwoliłoby uniknąć kryzysu podczas kolejnego sezonu letniego.

Osobnym pytaniem pozostaje natomiast długoterminowa przyszłość branży jądrowej w Japonii. Istniejące przed katastrofą w Fukushimie plany zakładały dalszy wzrost jej udziału w bilansie energetycznym. Po Fukushimie specjalnie powołana Rada ds. Energii i Środowiska zaproponowała szereg scenariuszy, wahających się od utrzymania udziału atomu sprzed katastrofy do całkowitego wycofania się z energetyki jądrowej. We wrześniu 2012 r. Rada zarekomendowała ostatecznie całkowite wycofanie się z energii jądrowej do roku 2040 z możliwym utrzymaniem pracy istniejących bloków do osiągnięcia przez nie wieku 40 lat. Rząd premiera Nody początkowo poparł te zalecenia, jednak wywołały one protesty ze strony japońskiego przemysłu, jak również kierownictwa wówczas opozycyjnej Partii Liberalno-Demokratycznej. Premier szybko wycofał się z początkowych deklaracji o poparciu dla zaproponowanego harmonogramu, zastępując je ogólnikowymi stwierdzeniami o konieczności prowadzenia "elastycznej" polityki energetycznej odpowiedniej dla pojawiających się wyzwań i zapowiadając dalsze konsultacje z władzami lokalnymi z rejonów, w których znajdują się elektrownie jądrowe.

W końcu grudnia ubiegłego roku w Japonii zmienił się rząd; po wygranych ze znaczną przewagą wyborach do władzy powróciła Partia Liberalno Demokratyczna, a na urząd premiera – pełniący już tę funkcję kilka lat wcześniej Shinizo Abe. Premier Abe zapowiedział nie tylko przywracanie do eksploatacji istniejących reaktorów, ale także dopuścił możliwość utrzymania znacznej roli energetyki jądrowej w bilansie energetycznym kraju. Premier uważa obecny import surowców energetycznych za istotną przyczynę niekorzystnego bilansu handlowego Japonii, a co za tym idzie także stagnacji gospodarki Kraju Kwitnącej Wiśni.

Realizację tych planów może jednak utrudnić niechęć opinii publicznej do technologii jądrowej. Choć niedługo po trzęsieniu ziemi i eksplozjach w Fukushimie poparcie dla energetyki jądrowej w Japonii wciąż było wysokie, w ciągu ubiegłych lat (i w miarę kolejnych doniesień z Fukushimy wskazujących na zaniedbania operatora elektrowni i dozoru jądrowego) znacznie spadło. W sondażu z początku 2012 roku prawie 80% Japończyków wypowiedziało się za długoterminowym wycofaniem z energetyki jądrowej, choć jednocześnie 69% poparło przynajmniej czasowe przywrócenie do eksploatacji istniejących bloków, choć i to zagadnienie wywołuje zdecydowane protesty publiczne. Z kolei wedle sondażu cytowanego w lipcu b.r. przez Wall Street Journal, 51% badanych sprzeciwia się ponownemu uruchamianiu reaktorów, podczas gdy "za" opowiada się 40%. Jednocześnie jednak opinia na tę kwestię nie podkopuje poparcia dla rządu – w tym samym badaniu akceptację dla gabinetu Abe wyraziło 65% respondentów. Jeśli chodzi o opinię na plany długoterminowe natomiast wg danych cytowanych przez World Nuclear Association w marcu 2013 r. tylko 22% opinii publicznej popierało utrzymanie roli energetyki jądrowej w Japonii, 20% opowiadało się za całkowitą jej likwidacją, a 53% za utrzymaniem zmniejszonego udziału.

Mimo iż rozbieżny pogląd władz i opinii publicznej na temat energii jądrowej nie wydaje się na dziś zagrażać pozycji rządu, trudno oczekiwać, by gabinet mógł w nieskończoność ignorować zdanie większości obywateli. Wydaje się jednak, że najważniejszym środkiem do pogodzenia sprzecznych dziś celów – zapewnienia stabilności gospodarczej kraju oraz prowadzenia polityki zgodnej z oczekiwaniami wyborców – jest nie tyle przekonywanie obywateli do energetyki jądrowej jako takiej i planów na przyszłość, co zaprowadzenie porządku w zrujnowanej elektrowni w Fukushimie, z której regularnie napływają informacje o zagrożeniach, nierzadko wskazujące na niekompetencję branży jądrowej i władz. Bez tego trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek długoterminową przyszłość atomu w demokratycznej Japonii.
Trwa ładowanie komentarzy...